Mandat za pomoc pasażerce metra

Fot. Albert Zawada / AG

Za pomoc współpasażerce nasz czytelnik dostał 20-złotowy mandat. Rozsuwając drzwi wagonu, które przycięły kobiecie torebkę, zdaniem policjantów "zakłócił pracę metra"

Marcin Chojnacki nigdy nie przypuszczał, że za pomoc współpasażerce spotka go kara. Kilka tygodni temu w południe schodził na peron stacji Plac Wilsona. Przed nim biegła młoda dziewczyna ze słuchawkami na uszach. Kiedy zobaczyła pociąg, przyspieszyła i ruszyła do wagonu. Wzięła zamach, torebkę wsunęła do wagonu, ale w tym samym momencie drzwi się zamknęły. - Przycięły tę torebkę, dziewczyna zaczęła się szarpać. Podbiegłem i pomogłem jej, rozsuwając drzwi ręką. Dziewczyna wskoczyła do środka, pociąg odjechał - opowiada Marcin Chojnacki.

Sam nie zdążył na to metro, stanął, żeby poczekać na następne. Nagle wyrośli przed nim dwaj policjanci. "Złamał pan artykuł 54. kodeksu wykroczeń, zakłócając ruch metra. Dostanie pan mandat" - usłyszał i osłupiał.

- Powiedziałem, że odmawiam przyjęcia mandatu ze względów "ideologicznych". Przecież karanie za pomoc uczy znieczulicy. Zapytałem tych panów, co by się stało, gdybym nie otworzył drzwi. Młodszy policjant spuścił głowę, ale starszy nie widział w tym żadnego problemu. W końcu wziąłem mandat, żeby uniknąć dalszych komplikacji, i zapłaciłem na poczcie 20 złotych - wyznaje Marcin Chojnacki.

Sprawa mandatu męczy go jednak do dzisiaj.

Komisarz Małgorzata Domagalska, komendantka komisariatu metra, mówi: - Jeśli sprawa wyglądała tak, jak opisuje ją ten pan, policjanci nie mieli podstaw, by wlepić mu mandat. Nie karzemy za pomoc innemu pasażerowi. Być może z ich punktu widzenia sytuacja wyglądała inaczej, a może o rzekomym zatrzymaniu pociągu powiadomił ich dyżurny stacji - zastanawia się.

Obiecuje wyjaśnić sprawę - przejrzeć notatniki służbowe i porozmawiać z policjantami, którzy ukarali Marcina Chojnackiego.

- Jeśli okaże się, że zrobili to bezpodstawnie, wyciągnę konsekwencję - obiecuje "Gazecie". Dziwi się jednak, że pan Marcin przyjął mandat. - Przyjęcie mandatu jest równoznaczne z przyznaniem się do winy. W sytuacji, kiedy nie czujemy się winni, możemy mandatu nie przyjąć - tłumaczy. Wówczas sprawa zostałaby skierowana do sądu grodzkiego, przed którym Marcin Chojnacki musiałby udowodnić swoją niewinność. Za dowód mogłoby posłużyć nagranie z kamery monitorującej peron.

Źródło: gazeta.pl/warszawa




Metroblog Warszawskie Metro Fotoblog
27.01.2010, 17:52 :: 79.189.122.10

DD

Patolgia nie chce oglądać ludzi tylko metro;( do kitu


buuuuuuuuuuuuu.....

05.01.2009, 19:36 :: 83.5.199.136

No i co w tym strasznego?

Należała się mu nagana (bo mandat to trochę przesada), bo to jest utrudnianie pracy metra! Ta dziewczyna miała słuchawki na uszach i sama była sobie winna, bo nie słyszała dźwięku "odjazdu".
Wierzycie komunistycznej "Wyborczej", dlatego głupoty piszecie!

12.11.2006, 12:03 :: 83.5.17.223

lussi.wordpress.com

polska paranoja tra la la ...
tylko że to nie jest śmieszne... :|

11.11.2006, 13:30 :: 80.53.48.198

individual

dawno tu nie bylem, ciekawe zmiany

a co do tej historii to... ostatnio tez bylo w faktach o facecie, co znalazl portfel bez kasy ale z dokumentami i uzgodnil z wlascicielem znalezne, po czym zostal oskarzony o wymuszenie

10.11.2006, 16:03 :: 83.31.205.205

orety

Chyba tylko w Polsce mogą się dziać takie rzeczy. Ciekawe, kto jest odpowiedzialny za przyjmowanie do służby w policji ludzi niedorozwiniętych umysłowo. Młode szczawiki w mundurach tylko patrzą żeby komuś dopieprzyć w majestacie prawa..

10.11.2006, 15:18 :: 62.121.105.137

wieszkto

Ciekawe czy wyjasnia sprawe czy rozejdzie sie po kosciach...

08.11.2006, 17:55 :: 212.76.37.152

M.

Jakbym miała jeździć po sądach za 20 zł to też bym zapłaciła. Żenua.

08.11.2006, 13:36 :: 89.161.10.210

Agata/cookies.fotolog.pl

brak słów. po prostu paranoja.
Gratuluję pomysłu na fotologa :)
Pozdrawiam!

Fotografie chronione są prawami autorskimi.  Pod ziemią Robert Danieluk 2006.